poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Podsumowanie Zakończonych Wakacji =/

  Siemka =D 
Dawno mnie tu nie było =/ No więc wakacje za nami, zaraz szkoła. Ja wakacje spędziłem w domu przez miesiąc. Wiecie- komputer, tv, boisko, siłownia - tak wyglądał każdy mój tydzień =P W drugim tygodniu 9 sierpnia pojechałem z rodziną i kuzynami na Majorkę. Cudowna wyspa =D Spędziłem tam 2 tygodnie. Dużo by tu opisywać.. Dlatego stwierdziłem, że o tym napiszę w formie opowiadania =D Ukazały się już 2 rozdziały. Oczywiście zapraszam do czytania, myślę, że jak polubiliście moje posty na blogu, to jest to książka dla Was! Link do książki:


Liczę na Was =D
 A jak Wy spędziliście wakacje? 
Pochwalcie się w komentarzach ^^
Dodaję zdjęcie dla upiększenia postu.. Tęsknię za nimi bardzo =C Nawet nie wiecie, jak bardzo chciałbym tam do nich wrócić.. 
Mallorca 2015

sobota, 9 maja 2015

Każda podjęta decyzja kształtuje naszą przyszłość.

Siemka =D Wiem, dawno nie pisałem, chociaż trochę się zdarzyło =/ Ale tęskniłem za Wami i wróciłem do pisania =) Zapewne zauważyliście już zmianę wyglądu bloga (bo trudno ją zauważyć =P). Oczywiście pracuję jeszcze nad tym, myślę, że blog przez to się stanie bardziej czytelny i częściej odwiedzany =)
Dużo się zdarzyło w tym czasie, ale ja odniosę się do jednego z tych wydarzeń- Majówka i wyjazd do Pragi (oczywiście nie tej warszawskiej =P). Droga niby nie długa, a jednak niemal porównywalna czasowo do drogi do Włoch.. Ja oczywiście dzień przed wyjazdem zachorowałem, ale z uwagi na to, że udało mi się w dużej mierze zwalczyć chorobę, to pojechałem na ten wyjazd. Oczywiście gdy dotarliśmy na miejsce około godziny 19 to cała rodzina pojechała na miasto do znajomych, którzy już przyjechali wcześniej. Ja natomiast spędziłem dzień przeglądając w tv czeskie, niemieckie, a nawet włoskie kanały. Nawet były te włoskie kanały, a nie było żadnego polskiego kanału -.- Przeżyłem dzień oglądając 3-godzinną partię snookera.. Następnego dnia czułem się świetnie i po śniadaniu stwierdziłem, że już jestem zdrowy i mogę iść zwiedzać. Nasze zwiedzanie polegało raczej na chodzeniu i oglądaniu zabytków niż zwiedzaniu ich. Prawdą jest, że byliśmy już raz w Pradze gdy byłem mały, ale mało z tamtego wyjazdu pamiętałem. Pamiętałem 3 rzeczy: Most św. Karola- szczególnie, że się czegoś dotykało =P, zegar- dopiero po tym wyjeździe się dowiedziałem, że on jest wyjątkowy, bo to zegar słoneczny i knajpę, w której dominują makarony, ale takie robione na miejscu, a nie z paczki. Obiad tam mieliśmy na 14;00 zarezerwowany, więc do tego czasu chodziliśmy po mieście. Pozwiedzaliśmy trochę, zjadłem po raz pierwszy Trdelki czy jakos tak =P Jest to zawijanieć na słodko- coś w typie ciasta od preclów na słodko (Polecam pyszne =) ) Potem poszliśmy do tej restauracji, gdzie zjadłem pyszną Lazanię Neapolitańską. Z tym makaronem świeżo robionym była tak pyszna ^^ Po jedzeniu poszliśmy na rynek, gdzie czekała na nas niespodzianka =D Rodzice nam zamówili Segwaye (nwm czy dobrze odmieniłem =P) do pojeżdżenia po mieście. Oczywiście jechaliśmy z przewodnikiem, bo sami raczej byśmy się pogubili. Na szczęście oprowadzał nas świetny przewodnik Honza (mój imiennik ^^). Chociaż mówił po angielsku czułem, że go rozumiem tak dobrze, jakbyśmy rozmawiali po polsku. Po super wycieczce na Segwayach (mam nawet zdjęcie =) ) pozwiedzaliśmy jeszcze trochę do zachodu słońca, a na koniec poszliśmy do miejsca, które Honza nam polecił. Była to "przyszłość techniki". Symulator szybkiego zwiedzania, czyli oglądanie wszystkich zabytków Pragi z lotu drona. Dostaliśmy specjalne okulary, przez które gdziekolwiek spojrzeliśmy, mogliśmy zobaczyć widoki z lotu drona. Takim akcentem zakończyliśmy dzień w Pradze. Podziękowałem rodzicom za cały ten dzień, ponieważ widziałem ile on ich kosztował (1120 koron to nie jest wcale tak mało ..). Następnego dnia też pozwiedzaliśmy trochę, ale bardziej sklepy z pamiątkami i oglądaliśmy Metę Maratonu w Pradze, który się tego 3 Maja odbył. Byliśmy oczywiście znowu w tej restauracji ze świeżym makaronem. I tak zakończyliśmy nasz pobyt w Pradze na Majówce.
   Podsumowując, Praga to niezwykłe miasto, które warto zwiedzić. Nie kupowałem żadnej pamiątki. Stwierdziłem, że to co dostałem, to co zwiedziłem, to mi zostanie w pamięci i nigdy tego nie zapomnę..
   I to tyle z mojej majówki =) A jak Wy spędziliście Majówkę? Następny post będzie o drzwiach otwartych w mojej szkole, które odbyły się 9 Maja. Oczywiście zapraszam do przeczytania =D

środa, 29 kwietnia 2015

Inaczej przeżyć, inaczej zobaczyć.

W sobotę 21 marca w Borówcu miałem zaszczyt odegrać jedną z głównych ról w Misterium Męki Pańskiej. Według mnie zagrałem rewelacyjnie. To Misterium było dość nietypowe. Była to raczej Droga Krzyżowa, ale ze scenami na każdą stację. Grałem żołnierza (Wiem, że gdybym Wam nie powiedział, że to Droga Krzyżowa to byście pomyśleli: "Hmm..Żołnierz jest główną rolą?" =x) No jest! Była to jedna z moich najważniejszych ról ze wszystkich, jakich grałem =) Najważniejszą kwestię miałem na V Stacji (Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi- Jakby ktoś nie wiedział =P ) Miałem się spytać widzów, czy ktoś pomoże nieść krzyż Jezusowi. Oczywiście Szymona grał już ktoś, ale gdyby ktoś wstał, to On miał grać tego Szymona. Na rekolekcjach (od przedwczoraj do dzisiaj - post wyżej, który napiszę =) ) dowiedziałem się od kleryka Szymona (reżyser tegorocznego Misterium- Pozdrawiam! =) ) i od Angeliki (koleżanka z Rekolekcji - też pozdrawiam =P), że zagrałem bardzo dobrze! Szymon powiedział: "Tak dobrze zagrałeś swoją rolę, że moi rodzice chcieli wstać i pomóc!" . Angelika też chciała wstać i pomóc.. I dlatego przez takich ludzi robię to, co kocham- Dziękuje Wam! =D No i tyle jeśli chodzi o to wydarzenie. Zachęcam oczywiście do obejrzenia tego Misterium na naszej stronie parafialnej. Wideo --->  http://parafiaborowiec.pl/viewpage.php?page_id=81 Zdjęcia też tam są! =) Dołączam jedno zdjęcie, właśnie z tej V Stacji. =)

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

BookZone® #1 "The Turn Of The Screw"

   Ostatnio udało mi się natrafić na bardzo ciekawą książkę (co jest dziwne =P). Książka jest po angielsku (nie mam pojęcia, czy jest przetłumaczona na polski..), a z uwagi na to, że staram się opanować swój angielski do najlepszego poziomu, to lektura w sam raz dla mnie. Pierwszy raz od dawna miałem okazję przeczytać książkę z dreszczykiem emocji. Książka opowiada o młodej kobiecie, która zostaje nianią dla dwojga uroczych dzieci- Milesa i Flory. To dobrze wychowane dzieci. Bohaterka widzi zjawy. Dowiaduje się, że te zjawy to Quint i panna Jessel- są parą, która nie chce za wszelką cenę utracić kontakt z dziećmi. Guwernantka próbuje rozdzielić dzieci od duchów.. Jednak przynosi to tragiczne skutki...
   Nie zdradzę końca tej książki =) Natomiast zachęcę do przeczytania jej. Henry James (autor książki) często nie pisał szczęśliwych zakończeń. Tu też tego szczęśliwego zakończenia nie ma. Książka ma już ponad 100 lat, ale jest napisana nowoczesnym językiem. Książka nie jest gruba, a za to bardzo ciekawa (pierwsza książka, którą przeczytałem w 2 dni =P). Na pewno zainteresuje to czytelników, którzy uwielbiają wieloznaczność i grę z tekstem. Zachęcam! =)
Mam nadzieję, że zachęciłem do przeczytania tej książki =)
 Dzielcie się swoimi wrażeniami na temat tej książki w komentarzach!

wtorek, 7 kwietnia 2015

Święta święta i po świętach..

Czy ktoś z Was poczuł te święta? Nie dosyć, że minęły za szybko, to jeszcze pogoda była do dupy.. Ale no co zrobisz. Jutro szkoła =X A mi się tak nie chcę.. Czwartek biologię trzeba napisać..- jednym słowem masakra =X A właśnie. Byłem dzisiaj u lekarza od nastawiania kręgosłupa. Okazało się jednak, że ten wypadek (Jeśli ktoś regularnie czyta mojego bloga ten wie o co chodzi =P ) przestawił mi bardzo mocno kręgi szyjne (Jak chcesz wiedzieć więcej- pierwszy mój post na blogu, zachęcam do czytania =P ). Teraz to czuję się taki "nastawiony" =P Lekarz mówił, że miałem wielkie szczęście. No i ostatni news dzisiejszego dnia- najprawdopodobniej zabiorę udział w tegorocznym Poznań bike challenge =D Jak narazie moja kochana kolażówka jest w stanie krytycznym, ale myślę, że do 13 września na spokojnie dam radę ją "przeobrazić" w rower, który pokona 50 km lub 18 km trasę (Zależy jak będe na siłach =) ). No i tyle na dzień dzisiejszy.. A co u Was? Poopowiadajcie co się u Was dzieje =D

sobota, 4 kwietnia 2015

Wesołych Świąt!! =D

 Siemanko =D Chciałbym życzyć Wam drodzy czytelnicy Wesołych Świąt! Dziękuje Wam za wszystkie komentarze, obserwacje i wejścia na mojego bloga =) Bardzo mnie to motywuje do prowadzenia tego bloga dalej! =D Zakończę te życzenia wielkanocną mądrością...
Sto mazurków i królików,
pełen koszyk smakołyków.
Nie przesadzaj co do jaj,
bo jaj będzie cały kraj.
Na największe będzie pora,
od Leppera po wyborach.

wtorek, 31 marca 2015

"Odnowa w duchu" czyli jak rekolekcje zmieniają ludzi.

Eloszki =D Jak wiecie (albo nie =P) zbliżają się wielkimi krokami święta wielkanocne. Oczywiście jest to czas radości, spędzenia czasu z rodziną, odnowy.. itd. Ja stwierdziłem, że warto by było pójść na rekolekcje, a z uwagi na to, że odbywały się w naszej parafii, to poszedłem. Zaproszenie na rekolekcje dostałem już wcześniej, ale pobyt potwierdziłem dopiero w czwartek (Dzień przed). Oczywiście piątek- szkoła. Po szkole pojechałem busem do domu, żeby się spakować. Spakowany ruszyłem do kościoła na Drogę Krzyżową ulicami miasta. Jest to nasza tradycja, gdzie wychodzimy na ulicę i niesiemy wielki krzyż przez XIV stacji. Po drodze, poszedłem do kościoła, gdzie zaczęliśmy modlitwami, gdy się już wszyscy zebraliśmy. Potem pograliśmy w 3 super gry: "Palce w pralce", "Tabu" i "Prawo dżungli" (Polecam je wszystkie, była z nimi świetna zabawa =D). Około godziny pierwszej, przyjechał Szymon (reżyser Misterium- post niżej =) ) i wszyscy poszliśmy spać. Rano pobudka 6:00 i bieganko =P Zrobiłem razem z kuzynem niecałe 4 km - stwierdziliśmy z rana nam się przyda. Wróciliśmy, zjedliśmy śniadanie, modlitwy, konferencja, msza św. i obiad. - Skrót z dnia =P Potem mieliśmy czas wolny. Poszliśmy na spacer i jak gdyby nigdy nic- bawiliśmy się w berka =') Nasz najmłodszy uczestnik był w 2 klasie gimnazjum. To jest piękne, że potrafiśmy się bawić jak dzieci =) Wróciliśmy, a tam czekała na nas niespodzianka- Asia i Szymon upiekli gofry =D Potem poszedłem na mszę św., bo się dowiedziałem, że czytam Męke Pańską.. Potem Adoracja i silentium- najgorsza rzecz. Obczajcie do modlitw porannych zero słów, dialogów itp. Masakra =O Ale no wytrzymałem. W niedzielę zjedliśmy śniadanie, zrobiliśmy podsumowanie, no i musiałem wtedy wyjeżdżać, bo jechałem do Ostrowa Wlkp. Jak przyszedłem do kościoła na te rekolekcje, nie byłem nastawiony na coś Super.. Ale gdy wychodziłem, chciałem zostać tam jak najdłużej. I to jest piękne =) Polecam uczestniczyć w takim czymś.. No chyba, że nie macie młodzieżowych rekolekcji w parafii, albo wgl nie macie parafii =X

czwartek, 19 marca 2015

Siemaneczko! =D

Siemka ludzie! Co u Was? Chciałbym jakąś ciekawą historią się podzielić, ale nie mam żadnej =/ Dlatego opowiem krótko co robiłem w czasie, gdy mnie nie było na blogu =P Okey. Oczywiście oprócz nauki (tak naprawdę to się mało uczyłem, szczególnie tylko angielskiego na sprawdzian, ale angielski akurat lubię, więc spoko =P), zostałem wrobiony w klasowy projekt o nazwie "Project X 1B" (nazwę sam wymyśliłem, idealna nazwa do projektu xd). Z uwagi na to, że ja mam "zdolności" do śpiewu, przewodnicząca wkręciła mnie do projektu Mam Talent. Szkolny konkurs, w którym nagrodą jest dzień wolnego w czasie konkursu i dodatkowego dnia wolnego. Uwierzcie mi, mam klasę, która niezbyt nadaje się do tego.. Nie bierzcie tego do siebie (Jak to czytacie =P), ale mi trudno sobie wyobrazić Waszego głosu, sorry =C Żeby prawdopodobnie wygrać, musielibyśmy zaśpiewać utwór Pentatonix- Mary, did you know? ( https://www.youtube.com/watch?v=ifCWN5pJGIE POLECAM naprawdę dobry utwór!) Mamy tydzień na przygotowanie tego, a nie mieliśmy żadnej próby <cool> W sobotę gram żołnierza w parafialnym Misterium Męki Pańskiej. Zdziwiło mnie to, kiedy się dowiedziałem, że gram jedną z pierwszoplanowych postaci =P Cóż, w tym roku jest troszkę inaczej..W zasadzie to tyle u mnie. A co u Was? =P O ile ktokolwiek tego bloga śledzi jeszcze xd Chwalcie się w komentarzach =)

sobota, 28 lutego 2015

O tym jak spotkałem przyszłego zwycięzce

Witam! =D Tu chciałem opisać przypadkowe zdarzenie 19 lutego na zawodach. A więc tego 19-tego wiedziałem, razem z moją ekipą, że dzisiaj odbyły się zawody w slalomie szybkim "Paraello dei Campioni 2015". Trochę to nam popsuło plany, bo mieliśmy w ten dzień jechać na nocny zjazd tą czarną jedynką, ale zawody wszystko popsuły. Zaczęło się to tak, że jeździłem z kumplem Maksem na hulajnodze (no wiecie, nie takiej zwykłej, tylko z płozami, żeby można było zjeżdżać po stoku). Oczywiście nie mogło zabraknąć dziewczyn, które były polkami z tego samego hotelu. No ale wracając do hulajnogi- nie miała hamulca. Gdy się nie zatrzymałeś na płaszczyźnie, to już tak naprawdę mogłeś się zatrzymać na samym dole =P Niestety ja raz miałem taką sytuację, nawet hamowanie nogą nie pomaga. Chciałem specjalnie się wywalić, po to aby potem aż tyle nie wchodzić, ale no nie wyszło.. Wejście do góry trwało ponad 45 min. Generalnie szkoda nóg =/ No ale wszedłem pod tą górkę i jestem z siebie dumny ^^ Ściemniło się. Zaraz miały ratraki jechać, więc siedzieliśmy z tymi dwoma dziewczynami z Maksem i Jankiem w przedsionku na stok. Gdy dziewczyny poszły, dwaj panowie w dość podeszłym wieku powiedzieli, że nadal są te zawody i zaprosili, żebyśmy sami poszli i zobaczyli na żywo, bo w telewizji to co innego. No my podziękowaliśmy za info i poszliśmy tam. Hulajnogę zostawiliśmy. Na wypłaszczeniu wiedzieliśmy o skrócie, który prowadzi prosto na czarną trasę. Gdy dotarliśmy tam widzieliśmy miejsce, w którym startowali zawodnicy i tłum ludzi na dole stoku. Biedacy musieli oglądać te zawody na dole =') My na początku staliśmy dosyć daleko, ale po jakimś czasie staliśmy koło barierki. Szczerze baliśmy się trochę, bo jeden gość na nasz widok sięgnął po krótkofalówkę i zaczął z kimś gadać. Zawodnicy się przygotowywali tam, a ja robiłem selfie z tego miejsca, z widokiem na te tłumy na dole. W końcu, gdy zawodnicy byli przygotowani, staneli przy bramkach. Maks włączył kamerkę, żeby to nagrywać. Wtedy jeden tam z pracowników podbiegł do niego z takim No no no no no! Już w pory robił =P Ale on go wziął i zabrał na dół, żeby nagrał z lepszej perspektywy. Uważali nas za ekipę techniczną? Nie wiem. Maks nagrywał, a ja z kuzynem Matim stwierdziliśmy, że wejdziemy sb w to miejsce startowe. Grzecznie się spytaliśmy czy możemy, a on powiedział Of course, no problem! No to weszliśmy tam. Nagle jeden z pracowników (medyk chyba, albo kto inny) wpiął narty i zaczął zjeżdżać na dół. Zatrzymał się przy jakimś gościu, który stał za siatkami i szedł w naszą stronę. Pogadali chwilę, po czym ten pracownik go wywalił na dół. I wtedy naprawdę myślałem, że oni nas uważają za ekipę, albo za kogoś innego =') Przyjechało potem 4 zawodników. Dwie laski i dwóch facetów. Chyba były półfinały. Ja wtedy obiecałem sobie, że przybiję z jednym piątkę i zrobię z nim selfie. Podchodzę do tego "upatrzonego" =P i wychodzę z tekstem Hey! High five! (Wygrywając przy tym zakład z kuzynem). Przybiłem z nim piątkę i zapytałem, czy mogę zrobić z nim zdjęcie. Odpowiedział sure i wziąłem aparat. Nagle znowu ten sam koleś zaczął krzyczeć No no no no no! i zaczął mi "wyrywać" telefon. W koncu zrozumiałem, że on chce nam tylko zdjęcie zrobić =') Zrobił te zdjęcia, podziękowałem i poszliśmy już żegnając się ze wszystkimi. I to chyba tyle z tej historii. Po tym jak go znalazłem na fb (patrz post niżej =) ) okazało się, że gość, z którym mieliśmy zdjęcie wygrał te zawody! To był Dawide Marchetti. Byłem zdumiony. Z uśmiechem myślałem, że zdjęcie i przybicie piątki pomogło mu wygrać =P Był naprawdę dobry, widziałem filmiki. No i to tyle. Dorzucam jeszcze zdjęcie z tegorocznym zwycięzcą Paraello dei Campioni 2015 w Folgaridzie. Wiem, nasze gęby nie są zbyt śliczne (2,5 godziny na dworze, zjeżdżania i wchodzenia z hulajnogą i zawody męczą trochę =P), ale pamiątka jest =D

piątek, 27 lutego 2015

Snowboard ♥

Jeździłem jeden dzień, d*pa bolała przez 2 dni, ale było warto! =P Wrzucam także fotkę pamiątkową, żeby nie było, że nie jeździłem =P

Historia, która plecie moje szczęście z pechem..

Siemka =) Dzisiaj napiszę Wam bardzo ciekawą historię, która przytrafiła mi się w te ferie dokładnie tydzień temu (7 dni jakby ktoś nie wiedział =P) A więc zacznijmy od początku. 14 lutego (W moje 17 urodzinki ^^) wybrałem się z rodziną i znajomymi na narty do Włoch. Obczajcie, ponad 14 godzin jazdy samochodem, mając tylko telefon i słuchawki. Dojechaliśmy. Po podróży poszliśmy wszyscy spać, bo zmęczenie po takiej podróży jest wielkie. Następnego dnia padało. Z nart nici. Z kumplami posiedzieliśmy sobie trochę, korzystaliśmy z ultra szybkiego internetu (100kb/min chyba =P) Ale dojdźmy do wieczora.. Poszedłem na kolację, która okazała się masakryczna. Kotlet, w którym panierka jest 2 razy większa i grubsza od mięsa.. Masakra jednym słowem. Ale tam poznałem kogoś wyjątkowego. Niebieskooką piękną brunetkę. Jej oczy były tak zaje**ste ♥ Zakochałem się wtedy, serio. Nie zagadałem, no bo wyszedłbym na idiotę, gdybym gadał z nią, kiedy ona jest w towarzystwie znajomych i rodziców. Nadszedł kolejny dzień. Już tego dnia nie padało, więc pojechałem na narty. Włoska pogoda była świetna, marzenie po prostu! =) Ale no niestety w ten dzień przyniosła mi wiele zmartwień. Gdy zjechałem ze slalomu z dość dużą prędkością, to ktoś mi drogę zajechał, no i żeby w niego nie wpaść, to zjechałem poza trasę no i narty mi się wypieły poprzez prędkość i wyleciałem na głowę na dość spory kawałek. Skończyło się na zgętym kijku i bólu głowy. Ciotka myślała, że mogłem dostać wstrząsu, ale chyba dostałem tylko lekkiego i na tym się skończyło. Przez następne zjazdy starałem się zjeżdżać ostrożnie, żeby coś się nie stało. Oczywiście na ostatnim kawałku do hotelu jeździłem dość szybko, bo generalnie lubię szybką jazdę. Na jakimś odcinku zacząłem się "ścigać" z tajemniczą nieznajomą. Była szybka i miała świetną technikę. Dopiero potem się dowiedziałem, że to ona. Przez kolejne dni nadal o niej myślałem, "ścigałem" się z nią jeszcze raz, oczywiście nie wiedząc o tym. I teraz cała historia zaczyna się.. Ostatni dzień.. Ja już stwierdziłem, że już jej nie spotkam, więc nadziei sobie nie robiłem. Gdy już wypiąłem narty i zdjąłem kask (bo bardzo chciałem wypożyczyć deskę =) ) zobaczyłem ją. I wtedy wszystko się zmieniło. Szybko wpiąłem narty, założyłem kask i dosłownie zapie**alałem za nią. Jechała do krzesła, w którym zawsze była ogromna kolejka, więc się ucieszyłem. Niestety po 13 kolejek już nie ma więc nie byłem szczęśliwy. Dojechałem i niestety byłem dokładnie jedno krzesło za nią. Gadałem sam do siebie "Muszę z nią pogadać, bo inaczej się chyba zabije.." Dojechaliśmy. Pojechała niebieską trasą 6, do tego samego krzesła. Gdy wysiadłem, od razu poleciałem w jej stronę. Była tak szybka, że się bałem, że nie zdążę. Dojechaliśmy do tego samego krzesła i tym razem staneły mi na drodze dzieci z włoskiej szkółki narciarskiej. Powiedziałem w myślach Kur** , bo mogła to być ostatnia okazja. Byłem tak wkurzony, że stwierdziłem, że się wepchnę.. No się wepchnąłem, instruktor trochę tylko coś tam po włosku pogadał ja tylko takie Okay! I wszedłem na to krzesło. I na moje szczęście ona była obok mnie. Przez pół drogi były knajpy i wraz z tym głośna muzyka, więc nic nie mówiłem. W drugiej połowie drogi stwierdziłem "Na większego debila nie wyjdę" więc zagadałem do niej Naprawdę świetnie jeździsz. Ona podziękowała, a ja już byłem w chmurach.. Miała taki słodki głos ♥ Pogadaliśmy do końca krzesła, a na końcu, spytałem się, czy pojeździlibyśmy razem. Z uśmiechem powiedziałem Okej i wtedy byłem mega szczęśliwy. Pojeździliśmy jakiś czas i kiedy dotarliśmy do krzesła dwuosobowego, które prowadziło na naszą górę. Przy wejściu dostałem nartę od operatora i on powiedział, że ta laska przede mną ją zgubiła (to wydedukowałem z paru włoskich wyrazów i palca operatora =P). Nie byłem zbytnio zadowolony.. Nie mogłem się do niej obrócić, bo trzymałem nartę. Nie mogłem wyciągnąć telefony, bo trzymałem nartę. Nie mogłem wyciągnąć kamerki, bo trzymałem nartę, nosz kurde. Oczywiście gadałem z nią. Po jakimś czasie poczułem wibracje w kieszeni, co oznaczało, że dzwoni gość od deski, że zwija się i albo teraz pożyczam, albo nie. Nie byłem zadowolony tym. Spytałem: Przejechałabyś się może ze mną po deskę, bo musze ją odebrać? A ona Bardzo chętnie! I wtedy poczułem, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie =D Oczywiście wtedy też myślałem, że kwestię kontaktu tam załatwimy przy knajpach.. Wyjechaliśmy i od razu oddałem nartę. Dołączyłem do niej. Nagle ktoś ją zaczepił i się okazało, że to byli znajomi z wyjazdu. Musiała zostać =C Poczułem, że byłem najnieszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Pojechałem po tą deskę. Pojeździłem i naprawdę miałem tak poobijaną d*pe, że szkoda gadać. Jeździłem do 16 po czym oddałem deskę, wskoczyłem na narty i pojechałem smutny do hotelu. Spotkałem tam swoją ciotkę, która mieszkała 500 m w dół, bo w ich pokoju termostat się popsuł, czy coś takiego i nie mogli tam mieszkać (I w sumie niech się cieszą, bo trafili do 2 razy lepszego hotelu niż my mieliśmy =P) Pogadałem z nią chwilę, po czym ona już szła na dół do siebie. Zobaczyłem też tą cudowną dziewczynę, ale w towarzystwie znajomego. Pojechali jeszcze raz, ale zatrzymali się przy cioci. Ja się zastanawiałem dlaczego, ale widać, że się znali. I wtedy miałem koło awaryjne, w razie gdybym już jej nie spotkał =) Potem spotkałem już ją tylko na kolacji, ale ona była w towarzystwie, więc nie podszedłem. 2 godziny później całe kuzynostwo przyszło, żeby się pożegnać. No i wtedy spytałem się cioci tak, żeby nie wzbudzać podejrzeń: Ciociu, ty chyba wszystkich na stoku znasz. Bo widziałem, jak ktoś cię tam zaczepił jak schodziłaś. No i wtedy znałem imię, a nawet nazwisko jej znajomego. I to był dobry traf =D Próbowałem szukać jej na facebooku już tam w hotelu, ale no internet 100kb/min działał jak działał.. Znalazłem tego Maksa tylko, bo też chodził do Warty Poznań, więc trudno nie było. Nie znalazłem jej niestety. Sobota. Czas wyjazdu. Przez bite 15 godzin trasy (bo jeszcze długi korek nas zatrzymał za Monachium) myślałem tylko i wyłącznie o niej. Nie potrafiłem słuchać utworów smutnych, dobrym przykładem jest piosenka Ed Sheeran- One (Polecam =) ) ale to zapewne miało też to związek z tym, że jestem wrażliwy i nie potrafię rozstawać się.. Po dojechaniu do domu pomyślałem Ide spać, jutro jej poszukam i tego zawodnika ze slalomu... (Tą historię opowiem nast. razem, też jest niezwykła =D) Ale po 10 minutowym leżeniu w łóżku i nie dawało mi to spokoju. Wyciągnałem telefon i na początku szukałem tego zawodnika, ale potem stwierdziłem, że lepiej będzie, jak najpierw ją znajde. Otworzyłem profil tego Maksa. I otworzyłem wszystkie jego znajome w nowych kartach, jednocześnie pisząc z przyjacielem, którego poznałem na Korfu. Opowiedziałem mu tą historię. Gdy już skończyłem otwierać wszystkie jego znajome, wyszło mi 148 lasek. Załamałem się- cała nocka mi zejdzie. Kumplowi to powiedziałem ten mi tylko życzył powodzenia i poszedł spać. Ja tak stwierdziłem, że wybiorę losowo. I teraz nie uwierzycie! 3 z nich to była ona! =D Byłem przeszczęśliwy, w końcu nawet imienia nie poznałem! Po tych pięknych oczach poznałem ♥
Tą historie znają tylko 4 osoby i teraz także i Wy! =D To jest historia mieszana moim szczęściem i pechem. Gdy pisałem Jordanowi (mojemu najlepszemu kumplowi, "braciszkowi" =P) on napisał: "Stary.. Zaje**sta historia.. Kiedyś kiedy moje dzieci przyjdą do mnie z zapytaniem jak wujek Kaczor poznał ciocię to im pokażę tą historię, albo ją opowiem xD" Lubię go! =D I to chyba tyle.. Kto to przeczytał, to naprawdę gratuluję wytrwałości =P i oczywiście stwierdzi, że ta historia jest świetna! Ja to zapamiętam do końca życia, a co do Neli.. Może się nam ułoży, tak jak to nam wujek Jordan mówi =D A na tą chwilę- Do sklikania =D

czwartek, 26 lutego 2015

Siemaneczko!

Coś mi podpowiadało, żebym założył tego bloga i trochę opowiedział o moich przeżyciach. Więc tak słowem wstępu: Jestem Jan mam 17 lat i mieszkam w Poznaniu. Większość znajomych mówi do mnie Kaczor, dlatego taką mam ksywkę. Uwielbiam piłkę nożną (Prawie jak każdy), ale także od dzieciństwa jeżdżę na nartach (I to naprawdę kocham ♥) i szermierkę, ale to bardziej teoretycznie niż praktycznie =P Od jakiegoś czasu zajmowałem się muzyką, ale to już jest przeszłość (może jeszcze kiedyś do tego wrócę, ale nie sądze..). Mam wiecznego pecha do kobiet i to już od paru ładnych lat =C  Mooże się zakochuje w niewłaściwych dziewczynach- nie wiem.. Razem z tym idzie w parze wrażliwość. Nienawidze rozstań. Po przyjeździe do domu po, np. wyjeździe w góry, przez tydzień potrafie być nieaktywny, przeżywać wszystko..
Po co zakładałem bloga? Dobre pytanie =X Stwierdziłem, że warto się podzielić tym, co przeżyłem. Wg mnie każda dziewczyna zasługuje na szacunek. Co tu dużo mówić, myślę, że więcej opowiedzą o mnie te moje historyjki.. Wpadaj często, będzie to dla mnie wielka motywacja, by pisać dalej na tym blogu =) No i oczywiście dorzucam moje aktualne zdj =D