sobota, 28 lutego 2015

O tym jak spotkałem przyszłego zwycięzce

Witam! =D Tu chciałem opisać przypadkowe zdarzenie 19 lutego na zawodach. A więc tego 19-tego wiedziałem, razem z moją ekipą, że dzisiaj odbyły się zawody w slalomie szybkim "Paraello dei Campioni 2015". Trochę to nam popsuło plany, bo mieliśmy w ten dzień jechać na nocny zjazd tą czarną jedynką, ale zawody wszystko popsuły. Zaczęło się to tak, że jeździłem z kumplem Maksem na hulajnodze (no wiecie, nie takiej zwykłej, tylko z płozami, żeby można było zjeżdżać po stoku). Oczywiście nie mogło zabraknąć dziewczyn, które były polkami z tego samego hotelu. No ale wracając do hulajnogi- nie miała hamulca. Gdy się nie zatrzymałeś na płaszczyźnie, to już tak naprawdę mogłeś się zatrzymać na samym dole =P Niestety ja raz miałem taką sytuację, nawet hamowanie nogą nie pomaga. Chciałem specjalnie się wywalić, po to aby potem aż tyle nie wchodzić, ale no nie wyszło.. Wejście do góry trwało ponad 45 min. Generalnie szkoda nóg =/ No ale wszedłem pod tą górkę i jestem z siebie dumny ^^ Ściemniło się. Zaraz miały ratraki jechać, więc siedzieliśmy z tymi dwoma dziewczynami z Maksem i Jankiem w przedsionku na stok. Gdy dziewczyny poszły, dwaj panowie w dość podeszłym wieku powiedzieli, że nadal są te zawody i zaprosili, żebyśmy sami poszli i zobaczyli na żywo, bo w telewizji to co innego. No my podziękowaliśmy za info i poszliśmy tam. Hulajnogę zostawiliśmy. Na wypłaszczeniu wiedzieliśmy o skrócie, który prowadzi prosto na czarną trasę. Gdy dotarliśmy tam widzieliśmy miejsce, w którym startowali zawodnicy i tłum ludzi na dole stoku. Biedacy musieli oglądać te zawody na dole =') My na początku staliśmy dosyć daleko, ale po jakimś czasie staliśmy koło barierki. Szczerze baliśmy się trochę, bo jeden gość na nasz widok sięgnął po krótkofalówkę i zaczął z kimś gadać. Zawodnicy się przygotowywali tam, a ja robiłem selfie z tego miejsca, z widokiem na te tłumy na dole. W końcu, gdy zawodnicy byli przygotowani, staneli przy bramkach. Maks włączył kamerkę, żeby to nagrywać. Wtedy jeden tam z pracowników podbiegł do niego z takim No no no no no! Już w pory robił =P Ale on go wziął i zabrał na dół, żeby nagrał z lepszej perspektywy. Uważali nas za ekipę techniczną? Nie wiem. Maks nagrywał, a ja z kuzynem Matim stwierdziliśmy, że wejdziemy sb w to miejsce startowe. Grzecznie się spytaliśmy czy możemy, a on powiedział Of course, no problem! No to weszliśmy tam. Nagle jeden z pracowników (medyk chyba, albo kto inny) wpiął narty i zaczął zjeżdżać na dół. Zatrzymał się przy jakimś gościu, który stał za siatkami i szedł w naszą stronę. Pogadali chwilę, po czym ten pracownik go wywalił na dół. I wtedy naprawdę myślałem, że oni nas uważają za ekipę, albo za kogoś innego =') Przyjechało potem 4 zawodników. Dwie laski i dwóch facetów. Chyba były półfinały. Ja wtedy obiecałem sobie, że przybiję z jednym piątkę i zrobię z nim selfie. Podchodzę do tego "upatrzonego" =P i wychodzę z tekstem Hey! High five! (Wygrywając przy tym zakład z kuzynem). Przybiłem z nim piątkę i zapytałem, czy mogę zrobić z nim zdjęcie. Odpowiedział sure i wziąłem aparat. Nagle znowu ten sam koleś zaczął krzyczeć No no no no no! i zaczął mi "wyrywać" telefon. W koncu zrozumiałem, że on chce nam tylko zdjęcie zrobić =') Zrobił te zdjęcia, podziękowałem i poszliśmy już żegnając się ze wszystkimi. I to chyba tyle z tej historii. Po tym jak go znalazłem na fb (patrz post niżej =) ) okazało się, że gość, z którym mieliśmy zdjęcie wygrał te zawody! To był Dawide Marchetti. Byłem zdumiony. Z uśmiechem myślałem, że zdjęcie i przybicie piątki pomogło mu wygrać =P Był naprawdę dobry, widziałem filmiki. No i to tyle. Dorzucam jeszcze zdjęcie z tegorocznym zwycięzcą Paraello dei Campioni 2015 w Folgaridzie. Wiem, nasze gęby nie są zbyt śliczne (2,5 godziny na dworze, zjeżdżania i wchodzenia z hulajnogą i zawody męczą trochę =P), ale pamiątka jest =D

piątek, 27 lutego 2015

Snowboard ♥

Jeździłem jeden dzień, d*pa bolała przez 2 dni, ale było warto! =P Wrzucam także fotkę pamiątkową, żeby nie było, że nie jeździłem =P

Historia, która plecie moje szczęście z pechem..

Siemka =) Dzisiaj napiszę Wam bardzo ciekawą historię, która przytrafiła mi się w te ferie dokładnie tydzień temu (7 dni jakby ktoś nie wiedział =P) A więc zacznijmy od początku. 14 lutego (W moje 17 urodzinki ^^) wybrałem się z rodziną i znajomymi na narty do Włoch. Obczajcie, ponad 14 godzin jazdy samochodem, mając tylko telefon i słuchawki. Dojechaliśmy. Po podróży poszliśmy wszyscy spać, bo zmęczenie po takiej podróży jest wielkie. Następnego dnia padało. Z nart nici. Z kumplami posiedzieliśmy sobie trochę, korzystaliśmy z ultra szybkiego internetu (100kb/min chyba =P) Ale dojdźmy do wieczora.. Poszedłem na kolację, która okazała się masakryczna. Kotlet, w którym panierka jest 2 razy większa i grubsza od mięsa.. Masakra jednym słowem. Ale tam poznałem kogoś wyjątkowego. Niebieskooką piękną brunetkę. Jej oczy były tak zaje**ste ♥ Zakochałem się wtedy, serio. Nie zagadałem, no bo wyszedłbym na idiotę, gdybym gadał z nią, kiedy ona jest w towarzystwie znajomych i rodziców. Nadszedł kolejny dzień. Już tego dnia nie padało, więc pojechałem na narty. Włoska pogoda była świetna, marzenie po prostu! =) Ale no niestety w ten dzień przyniosła mi wiele zmartwień. Gdy zjechałem ze slalomu z dość dużą prędkością, to ktoś mi drogę zajechał, no i żeby w niego nie wpaść, to zjechałem poza trasę no i narty mi się wypieły poprzez prędkość i wyleciałem na głowę na dość spory kawałek. Skończyło się na zgętym kijku i bólu głowy. Ciotka myślała, że mogłem dostać wstrząsu, ale chyba dostałem tylko lekkiego i na tym się skończyło. Przez następne zjazdy starałem się zjeżdżać ostrożnie, żeby coś się nie stało. Oczywiście na ostatnim kawałku do hotelu jeździłem dość szybko, bo generalnie lubię szybką jazdę. Na jakimś odcinku zacząłem się "ścigać" z tajemniczą nieznajomą. Była szybka i miała świetną technikę. Dopiero potem się dowiedziałem, że to ona. Przez kolejne dni nadal o niej myślałem, "ścigałem" się z nią jeszcze raz, oczywiście nie wiedząc o tym. I teraz cała historia zaczyna się.. Ostatni dzień.. Ja już stwierdziłem, że już jej nie spotkam, więc nadziei sobie nie robiłem. Gdy już wypiąłem narty i zdjąłem kask (bo bardzo chciałem wypożyczyć deskę =) ) zobaczyłem ją. I wtedy wszystko się zmieniło. Szybko wpiąłem narty, założyłem kask i dosłownie zapie**alałem za nią. Jechała do krzesła, w którym zawsze była ogromna kolejka, więc się ucieszyłem. Niestety po 13 kolejek już nie ma więc nie byłem szczęśliwy. Dojechałem i niestety byłem dokładnie jedno krzesło za nią. Gadałem sam do siebie "Muszę z nią pogadać, bo inaczej się chyba zabije.." Dojechaliśmy. Pojechała niebieską trasą 6, do tego samego krzesła. Gdy wysiadłem, od razu poleciałem w jej stronę. Była tak szybka, że się bałem, że nie zdążę. Dojechaliśmy do tego samego krzesła i tym razem staneły mi na drodze dzieci z włoskiej szkółki narciarskiej. Powiedziałem w myślach Kur** , bo mogła to być ostatnia okazja. Byłem tak wkurzony, że stwierdziłem, że się wepchnę.. No się wepchnąłem, instruktor trochę tylko coś tam po włosku pogadał ja tylko takie Okay! I wszedłem na to krzesło. I na moje szczęście ona była obok mnie. Przez pół drogi były knajpy i wraz z tym głośna muzyka, więc nic nie mówiłem. W drugiej połowie drogi stwierdziłem "Na większego debila nie wyjdę" więc zagadałem do niej Naprawdę świetnie jeździsz. Ona podziękowała, a ja już byłem w chmurach.. Miała taki słodki głos ♥ Pogadaliśmy do końca krzesła, a na końcu, spytałem się, czy pojeździlibyśmy razem. Z uśmiechem powiedziałem Okej i wtedy byłem mega szczęśliwy. Pojeździliśmy jakiś czas i kiedy dotarliśmy do krzesła dwuosobowego, które prowadziło na naszą górę. Przy wejściu dostałem nartę od operatora i on powiedział, że ta laska przede mną ją zgubiła (to wydedukowałem z paru włoskich wyrazów i palca operatora =P). Nie byłem zbytnio zadowolony.. Nie mogłem się do niej obrócić, bo trzymałem nartę. Nie mogłem wyciągnąć telefony, bo trzymałem nartę. Nie mogłem wyciągnąć kamerki, bo trzymałem nartę, nosz kurde. Oczywiście gadałem z nią. Po jakimś czasie poczułem wibracje w kieszeni, co oznaczało, że dzwoni gość od deski, że zwija się i albo teraz pożyczam, albo nie. Nie byłem zadowolony tym. Spytałem: Przejechałabyś się może ze mną po deskę, bo musze ją odebrać? A ona Bardzo chętnie! I wtedy poczułem, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie =D Oczywiście wtedy też myślałem, że kwestię kontaktu tam załatwimy przy knajpach.. Wyjechaliśmy i od razu oddałem nartę. Dołączyłem do niej. Nagle ktoś ją zaczepił i się okazało, że to byli znajomi z wyjazdu. Musiała zostać =C Poczułem, że byłem najnieszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Pojechałem po tą deskę. Pojeździłem i naprawdę miałem tak poobijaną d*pe, że szkoda gadać. Jeździłem do 16 po czym oddałem deskę, wskoczyłem na narty i pojechałem smutny do hotelu. Spotkałem tam swoją ciotkę, która mieszkała 500 m w dół, bo w ich pokoju termostat się popsuł, czy coś takiego i nie mogli tam mieszkać (I w sumie niech się cieszą, bo trafili do 2 razy lepszego hotelu niż my mieliśmy =P) Pogadałem z nią chwilę, po czym ona już szła na dół do siebie. Zobaczyłem też tą cudowną dziewczynę, ale w towarzystwie znajomego. Pojechali jeszcze raz, ale zatrzymali się przy cioci. Ja się zastanawiałem dlaczego, ale widać, że się znali. I wtedy miałem koło awaryjne, w razie gdybym już jej nie spotkał =) Potem spotkałem już ją tylko na kolacji, ale ona była w towarzystwie, więc nie podszedłem. 2 godziny później całe kuzynostwo przyszło, żeby się pożegnać. No i wtedy spytałem się cioci tak, żeby nie wzbudzać podejrzeń: Ciociu, ty chyba wszystkich na stoku znasz. Bo widziałem, jak ktoś cię tam zaczepił jak schodziłaś. No i wtedy znałem imię, a nawet nazwisko jej znajomego. I to był dobry traf =D Próbowałem szukać jej na facebooku już tam w hotelu, ale no internet 100kb/min działał jak działał.. Znalazłem tego Maksa tylko, bo też chodził do Warty Poznań, więc trudno nie było. Nie znalazłem jej niestety. Sobota. Czas wyjazdu. Przez bite 15 godzin trasy (bo jeszcze długi korek nas zatrzymał za Monachium) myślałem tylko i wyłącznie o niej. Nie potrafiłem słuchać utworów smutnych, dobrym przykładem jest piosenka Ed Sheeran- One (Polecam =) ) ale to zapewne miało też to związek z tym, że jestem wrażliwy i nie potrafię rozstawać się.. Po dojechaniu do domu pomyślałem Ide spać, jutro jej poszukam i tego zawodnika ze slalomu... (Tą historię opowiem nast. razem, też jest niezwykła =D) Ale po 10 minutowym leżeniu w łóżku i nie dawało mi to spokoju. Wyciągnałem telefon i na początku szukałem tego zawodnika, ale potem stwierdziłem, że lepiej będzie, jak najpierw ją znajde. Otworzyłem profil tego Maksa. I otworzyłem wszystkie jego znajome w nowych kartach, jednocześnie pisząc z przyjacielem, którego poznałem na Korfu. Opowiedziałem mu tą historię. Gdy już skończyłem otwierać wszystkie jego znajome, wyszło mi 148 lasek. Załamałem się- cała nocka mi zejdzie. Kumplowi to powiedziałem ten mi tylko życzył powodzenia i poszedł spać. Ja tak stwierdziłem, że wybiorę losowo. I teraz nie uwierzycie! 3 z nich to była ona! =D Byłem przeszczęśliwy, w końcu nawet imienia nie poznałem! Po tych pięknych oczach poznałem ♥
Tą historie znają tylko 4 osoby i teraz także i Wy! =D To jest historia mieszana moim szczęściem i pechem. Gdy pisałem Jordanowi (mojemu najlepszemu kumplowi, "braciszkowi" =P) on napisał: "Stary.. Zaje**sta historia.. Kiedyś kiedy moje dzieci przyjdą do mnie z zapytaniem jak wujek Kaczor poznał ciocię to im pokażę tą historię, albo ją opowiem xD" Lubię go! =D I to chyba tyle.. Kto to przeczytał, to naprawdę gratuluję wytrwałości =P i oczywiście stwierdzi, że ta historia jest świetna! Ja to zapamiętam do końca życia, a co do Neli.. Może się nam ułoży, tak jak to nam wujek Jordan mówi =D A na tą chwilę- Do sklikania =D

czwartek, 26 lutego 2015

Siemaneczko!

Coś mi podpowiadało, żebym założył tego bloga i trochę opowiedział o moich przeżyciach. Więc tak słowem wstępu: Jestem Jan mam 17 lat i mieszkam w Poznaniu. Większość znajomych mówi do mnie Kaczor, dlatego taką mam ksywkę. Uwielbiam piłkę nożną (Prawie jak każdy), ale także od dzieciństwa jeżdżę na nartach (I to naprawdę kocham ♥) i szermierkę, ale to bardziej teoretycznie niż praktycznie =P Od jakiegoś czasu zajmowałem się muzyką, ale to już jest przeszłość (może jeszcze kiedyś do tego wrócę, ale nie sądze..). Mam wiecznego pecha do kobiet i to już od paru ładnych lat =C  Mooże się zakochuje w niewłaściwych dziewczynach- nie wiem.. Razem z tym idzie w parze wrażliwość. Nienawidze rozstań. Po przyjeździe do domu po, np. wyjeździe w góry, przez tydzień potrafie być nieaktywny, przeżywać wszystko..
Po co zakładałem bloga? Dobre pytanie =X Stwierdziłem, że warto się podzielić tym, co przeżyłem. Wg mnie każda dziewczyna zasługuje na szacunek. Co tu dużo mówić, myślę, że więcej opowiedzą o mnie te moje historyjki.. Wpadaj często, będzie to dla mnie wielka motywacja, by pisać dalej na tym blogu =) No i oczywiście dorzucam moje aktualne zdj =D